Wegelandia

(Niniejszy serwer znajduje się w dalekim kraju za oceanem, przeto nie używają tam kodowania środkowoeuropejskiego, czego skutkiem są "robale" zamiast niektórych polskich liter, zatem należy zmienić kodowanie strony: u góry po lewej kliknij "Widok" -> Kodowanie -> Europa środkowa (lub środkowoeuropejskie) ISO.)

 

"Korona stworzenia..."

... czyli inna wersja faktów o naszym bycie.

Nie do wiary, jak krótki spacer do skrzynki pocztowej (na szczęście była pusta!) tudzież kilka poziomek zerwanych i zjedzonych po drodze, może twórczo wpłynąć na ludzkie myślenie. Otóż, trawiąc niektóre fragmenty oglądanego ostatnio filmu "30 dni", o myśliwym spędzającym 30 dni z aktywistami P.E.T.A. działającymi w obronie praw zwierząt, przypomniałem sobie fragment o tzw. "łańcuchu pokarmowym", na którego szczycie się jakoby znajdujemy. To oraz hasło "jeśli jadanie mięsa jest czymś niewłaściwym, to ja nie chce mieć racji" prowadzą do prostego, logicznego wniosku, zresztą wyciąganego już wielokrotnie, iż jadanie mięsa nie odbywa sie na podstawie uczuć ani logiki, czy tzw. "posłuszeństwa Bogu", bądź "naśladownictwa Jezusa", lecz tylko i wyłącznie na podstawie egocentryzmu i ignorancji, czyli niewiedzy ze świadomego, własnego wyboru, niestety. Wszyscy ci, którzy te "argumenty" przytaczają usiłują użyć ich zaledwie do usprawiedliwienia własnych słabości i pożądliwości. Nikt bowiem z tych, którzy mięso jadają nie czyni tego z choćby jednego z ww. powodów. Wszyscy robią to dla własnego upodobania i na skutek narkotycznego działania mięsa. Zaś wyżej wymienione "argumenty" to zaledwie rozpaczliwe próby usprawiedliwienia tego, co gdzieś w głebi umysłu dręczy im sumienie i/lub aby zamknąć usta tym, którzy usiłują otworzyć im oczy.

Tak zwany "łańcuch pokarmowy" przedstawiany często bywa jako takie "od - do", poczynajac od minerałów, poprzez rośliny i zwierzęta, aż na dumnym myśliwym kończąc. Niestety, nic w przyrodzie nie działa na zasadzie "od - do", bo jakżeby długo mogło to trwać? Osiągnęłoby stan nasycenia i wkrótce mielibyśmy Ziemię pełną wąsatych myśliwych, a bez ani jednej roślinki. Wszystko, proszę Państwa, działa na zasadzie obiegu zamkniętego, zwanego przez co poniektórych "recyklingiem" (brrr..!). Nie można przeto twierdzić jakobyśmy stali na jakimś szczycie, a pod naszymi stopami leżało całe Boże stworzenie, którego jedynym jakoby sensem istnienia było służenie NAM, "Koronie Stworzenia". Pogląd taki jest kolejnym przykładem naszego ludzkiego zarozumialstwa, chęci wywyższenia się ponad inne istoty, słowem "gatunkowizmu". Smutne jest to, iż wynika on z poglądów religijnych, bardzo często mylnie uważanych za tzw. Bożą wolę czy, Boże słowo, co również jest przykładem postrzegania świata jedynie z perspektywy czubka własnego nosa.

Nie mam cienia wątpliwości, że podobnie jak dzieciom ludzkim pierze się mózgi wtłaczając w nie jeszcze w wieku absolutnej akceptacji wszystkiego, przeróżne bajeczki na temat naszej wyjatkowości i szczególnej, najwyższej pozycji w całym Stworzeniu, tak samo kocice opowiadają swym kociętom o tym, jak to Pan Bóg (może Pani?) doskonale ułożył wszystko na tym świecie tak, aby im, kotom należało się miejsce szczególne i najwyższe, dające im prawo polowania na myszy, wprawdzie też Boże stworzenia, ale już nie tak zacne jak koty oraz na ptaki śpiewające przepięknie ale, niestety, stworzone jako pokarm dla "NAS, kotów".

Mama-jabłoń, z kolei, zanim młode, zieloniutkie jeszcze jabuszka pójdą spać na gałęzi, opowiada im o tym, jak to Pan Bóg (czyli takie wieeeelkie, staaare jabłko z dłuuugą siiiiwą resztą kwiatową, otoczone latającymi chórami aniołów, czyli skrzydlatych jabłuszek wyśpiewujących Mu hymny) swarzał ten świat i urządził go tak wspaniale, że wszystko, całe stworzenie jest po to by im, jabłkom, służyć: "Otóż, jabłuszka kochane, zwierzęta, łącznie z tym najgłupszym i największym szkodnikiem, człowiekiem, cokolwiek pożerają, na przykład siebie nawzajem, to robią to waśnie po to, by dostarczyć NAM, jabłoniom i naszym dzieciaczkom, jabłuszkom, pożywienia. Cokolwiek z siebie wydzielaja, czy to w stanie stałym, płynnym, czy lotnym, jest dla nas pożywieniem! Oni to nazywają nawozem, ekskrementami a nawet jeszcze brzydziej, ale przecież MY wiemy, że to najlepsze co może być - to nasz pokarm! Co więcej, oni muszą za swoim pokarmem biegać, zabijać, płacić, niszczą całą naturę, a MY - nie musimy nawet drgnąć listkiem by się najeść. Wszystko przychodzi do nas samo, nawet woda z nieba! Widzicie, jacy MY jesteśmy uprzywilejowani przez naszego Stwórcę...?"

I gdzieby w przyrodzie ucha nie przyłożyć, tam wszędzie, każde ze stworzeń, postrzega ten świat z własnego punktu widzenia. Swojego psychologicznego centrum. Zatem należałoby się tu i teraz zastanowić, kto ma rację i jaka ta "prawda" rzeczywiście jest. Na ile stronnicze jest nasze postrzeganie rzeczywistości i jak winniśmy na to wszystko spojrzeć, skoro uważamy się za istoty wyjątkowe. Wszystkie istoty są wyjątkowe ze swojego punktu widzenia, co jednak nie daje im praw do niszczenia innych istot. Przypatrując się życiu i budowie każdej żywej istoty widzimy jak na dłoni, że Producent uczynił wszystko co żyje z wyjątkową dbałością o to, aby to pojedyncze, kruche życie trwało. Nawet na surowych, smaganych zimnym wiatrem skałach rośnie mech, a na gorącym piasku czy powulkanicznym pumeksie potrafi przetrwać kaktus, zaś w ciemnych głebinach słonych oceanów, pod gigantycznym ciśnieniem, żyją istoty jeszcze przez nas nie poznane i ryby w wodach arktyki, których metabolizm nie ustaje, pomimo temeratur znacznie poniżej zera. Dlaczego w tak ekstremalnie trudnych warunkach życie trwa i rozwija się mimo wszystko?....

Ano dlatego, że sensem powołania żywych istot jest ich trwanie, życie i rozwój. Temu faktowi, my, jako jedni z wielu stworzeń, ani nie możemy zaprzeczyć, ani też nie powinniśmy przeciwdziałać. Szanujmy więc wszystko co żyje. Oczywiście, nie jest to łatwe, ale na ile możemy, starajmy się żyć tak, aby to życie jak najbardziej chronić.