Wegelandia

(Niniejszy serwer znajduje się w dalekim kraju za oceanem, przeto nie używają tam kodowania środkowoeuropejskiego, czego skutkiem są "robale" zamiast niektórych polskich liter, zatem należy zmienić kodowanie strony: u góry po lewej kliknij "Widok" -> Kodowanie -> Europa środkowa (lub środkowoeuropejskie) ISO.)

 

Wegetarianizm a religie

 

Często słyszę jak ludzie mówią: "Ee, nie można przecież robić religii z tego co się ma na talerzu", czy "wegetarianizm to nie religia".  To zależy jak na to patrzeć. Znam wielu, którzy tak mówią, a równocześnie wstydzą się własnej religii. Dlaczego? Dlatego, że sami nie wierzą w to, pod czym się podpisują. W mojej wieloletniej wegetariańskiej "karierze" nie przypominam sobie ani razu kiedy powstydziłbym się moich przekonań, czy "wiary" - jeśli kto woli. Przeciwnie, z radością i dumą odpowiadałem, że wyznaję szacunek do życia nie tylko ludzkiego ale w ogóle. Dlatego właśnie "nie jadam moich przyjaciół", jak to mawiał nasz "współwyznawca", Kafka Franciszek. Religia to po prostu droga życia, czy zasady, które żadzą naszymi wyborami w "naszym codziennym wędrowaniu", a nie w tzw. święta. Jeśli więc ktoś robi ci takie wyrzuty jak te, wspomniane powyżej, nie rumień się, ale wyznaj z dumą, że masz zaszczyt być wyznawcą szczególnej "religii", skoro już ktoś to tak chce nazywać.

Pewien mój znajomy, który ma ten przywilej, że urodził się już w rodzinie wegetariańskiej, a zatem miał dużo lepszy start niż większość z nas, na wegetarianizm nawróconych; który całe życie pracował i nadal jeszcze jest aktywny zawodowo, choć już od wielu lat jest emerytem, o przytomnym umyśle, całkiem dobrej sprawności fizycznej oraz niezniszczalnym optymizmie i wciąż to nowych pomysłach, mawia: "Najpierw niech każdy zostanie wegetarianinem, a potem niech się modli do kogo chce." Tak..., już słyszę te głosy na temat fanatyzmu itp. ale faktycznie, wolałbym mieć jako sąsiada muzułmanina, który tak wysoce ceni Boga, że szanuje Jego dar, którym jest życie do tego stopnia, że nie korzysta z produktów zabijania, aniżeli zdewociałego chrześcijanina, np. marki "katolik", typ "radio ma ryja", model "Bóg i ojczyzna!", który drwi z krzywdy zwierząt, poluje, łowi ryby i bynajmniej nie zadbałby o moje zwierzaki gdybym mu je zostawił pod opiekę na czas wyjazdu.

Kiedy mi ktoś wyrzuca to, że wegetarianizm cenię tak wysoko, bo aż ponad poziom mojego talerza, odpowiadam:

-A ty co, głosisz nadejście "Królestwa Bożego", gadasz o miłosiernym Bogu, który schyla i lituje się nad marnym człowiekiem, a sam z rozkoszą zabijasz wokół siebie co tylko możesz, a czego nie możesz to kupujesz w sklepie. Wierzysz, że w nowym świecie będą hodowle zwierząt i rzeżnie?...

Wychodzi na to, że prawdziwymi czynicielami woli Boga są ci, którzy się Go wyrzekają. Zdecydowana większość znanych mi osób, którym leży na sercu sprawa zwierząt i natury, to zadeklarowani ateiści. Nie kierują się oni obiecankami wiecznego szczęścia w przyszłym życiu jako wynagrodzeniem za swe godne życie, czy nawet korzyściami dla własnego zdrowia w życiu obecnym, ale po prostu ich własne sumienie nie pozwala im przejść obojętnie koło czyjegoś cierpienia. Przeto posłuszni wewnętrznemu głosowi, a równocześnie wyciągając logiczne wnioski wolne od jakichś stricte religijnych uprzedzeń, odrzucają to, co przyczynia się do cierpienia, śmierci i zniszczeń. Ponieważ słuchają tego właśnie "cichego, wewnętrznego głosu" i opierają swe wybory, a co za tm idzie, drogę życia (czyt.:"religię"), na zdrowym rozsądku, są oni, de facto, najbardziej religijni, gdyż wypełniają oni wolę Boga. To brzmi niemal identycznie z tym, co powiedził Jezus (cytat z Ewangelli wg.Łukasza 6,46): "Czemuż to wzywacie Mnie 'Panie, Panie', a nie czynicie tego co mówię?"

Ateizm to również religia. Jej wyznawcy gorliwie wierzą w nieistnienie Boga. Nie ma się co dziwić, skoro obraz Boga przedstawiany przez większość znanych religii jest tak schizofrenicznie absurdalny. Z jednej strony prezentuje się Boga jako twórcę wszelkiego życia tudzież niewyczerpane źródło bezwarunkowej miłości, tak w stosunku do człowieka, jak i całej reszty Stworzenia. Łatwo to zauważyć obserwując na przykład doskonałość konstrukcji liścia, proces zachowania równowagi kwasowo-zasadowej w naszym organizmie, czy chociażby zjawisko myślenia (co u niektórych) oraz świadomości w ogóle. Z drugiej zaś strony przedstawiany jest On jako mściwy, żądny krwi i ofiar, niszczący każdego, kto ośmieli się mieć odmienne zdanie, zezwalający, a wręcz nakazujący zabijanie zwierząt dla skór czy jedzenia. Dla zdrowego, nieuprzedzonego, uczciwie myślącego mózgu taki Bóg jest nie do przyjęcia. To zupełnie zrozumiałe. Aczkolwiek podobno "Bóg nie wierzy w ateistów"...

 

Wbrew pozorom istnieje już, choć nadal na niskim poziomie, ruch prowegetariański i to czasem nawet etyczny, w różnych kierunkach wyznaniowych. Chrześcijanie, których ja znam, najcześciej o wegetarianizmie zielonego pojęcia nie mają, a jeśli już mają, czy nawet nimi są, to ze względów czysto egoistycznych, pomimo, iż nie tylko unikają tych sztandarowych produktów zabijania, ale i nabiału czy nawet grzybów! Słusznie, bo tak jest korzystniej dla zdrowia, ale ci sami ludzie bez wahania pracowaliby przy spędzie czy w rzeźni, a ich skórzane buty błyszczą pięknie kiedy rozprawiają o Bożej miłości i cytują natchnione teksty ze swych Biblii, elegancko oprawionych w skórę, lub śmieją się opowiadając sobie jak to mysz złapała się na łapkę czy jak im się udało wędkowanie. Ci sami ludzie wylewają krokodyle łzy słuchając o cierpieniach Jezusa na krzyżu i wygłaszają mowy o tolerancji, gdy choć w małym stopniu poruszy się aspekt etyczny wegetarianizmu i obronę praw zwierząt. Wystarczy zajrzeć na forum katolik.pl by poczytać wypowiedzi, które normalnemu człowiekowi nie przyszłyby do głowy! Faszystowski stosunek do każdego, który odważy się być inny niż każe ksiądz. Wyśmiewanie i drwina ze wszystkiego, co przemawia za szacunkiem do zwierząt i Natury. Ostatnie notowania listy przebojów "radia ma ryja", kółka różańcowe, obrazki święcone, relikwie i cały ten odpustowy zamęt. Coż warta religia, która patetycznym głosem postuluje zakaz stosowania antykoncepcji w imię szacunku życia ludzkiego, a równocześnie opluwa i wyśmiewa realne cierpienie milionów zwierząt cierpiących piekło TU i TERAZ, dla ich błahych zachcianek i widzimisiowstwa - bezpośredniego rezultatu gatunkowizmu.

Żydzi również "toczą hektolitry łez" na wspomnienie o ofiarach holokaustu w okresie stosunkowo bardzo krótkim, bo zaledwie sprzed i podczas II wojny światowej oraz we wcześniejszej historii, zwłaszcza w średniowieczu. Niestety, wielu z tych nielicznych, którzy cudowi zawdzięczają swoje przetrwanie i dziękują Bogu za ocalenie, jeszcze gorsze piekło zgotowali w swych koszernych rzeźniach, bezczelnie wmawiając sobie samym i innym, że ich sposób zabijania zwierzęcia, dany im jakoby przez Boga, jest humanitarny i dla samego zwierzęcia niemal bezbolesny! Ludzie, którzy sami przeżyli takie piekło, jeszcze gorsze przygotowali tym najniewinniejszym i to w imię własnej religii! To właśnie jest przykład fanatyzmu (patrz dział: "definicje"). Cóż pomoże im misterne przywiązywanie skórzanych filakterii, obwieszanie się jedwabnymi tałesami, noszenie futrzanych kapeluszy, kiwanie się i mamrotanie modlitw i inne dziwactwa, skoro Bóg patrzy na to wszystko z obrzydzeniem. Szczególnie w wydaniu Żydów jest to arogancka manifestacja obłudy i bezczelności. Wykorzystują Boga jako płachtę do osłonięcia swej pychy i ulegania błahym bodźcom kubków smakowych. Niemal codziennie zabijają tyle, że holokaust ludzi bleknie w porównaniu z holokaustem zwierząt. Niemoralne jest dla nich połączenie produktów mięsnych z mlecznymi, zaś przy wypruwaniu tchawicy unieruchomionej krowie nie zadrży im nawet powieka.

O Muzułmanach nie trzeba się wiele rozpisywać. Chyba każdemu z nas trudno jest sobie skojarzyć takiego z wegetarianizmem. Ich zamiłowanie do zabijania jest potwierdzeniem zasady, że im młodsza religia tym mniejszy szacunek do życia i większy gatunkowizm. Podobnie jak Żydzi, nie mogą bez zabijania przypodobać sie Bogu, a zarzynając zwierzę wyklepują bezmyślnie regułke: "w imię Boga!", zręcznie opuszczając ten fragment, który w innych sytuacjach jest nierozłącznym elementem całości: "w imię Boga miłosiernego i litościwego". Dobrze wiedzą, że coś tu jest nie tak, że "miłosiernego i litościwego" nijak nie pasuje do podrzynania gardła zwierzęciu. Podczas Ramadanu zawodowy kucharz nie kosztuje nawet potraw, które sam przyrządza dla kilkudziesięciu, czy kilkuset konsumentów. (Osobiście odradzam jadanie podczas Ramadanu w restauracjach czy barach prowadzonych przez muzułmanów!). Pilnie śledzi tabelkę z rozpisanymi dokładnie, co do minuty, porami modłów na każdy dzień i opuszcza stanowisko pracy by na plastikowym worku na śmieci wyklepać wskazane modlitwy, dotykając czołem podłogi. Ale wieczorem, pod osłoną nocy, gdy "Bóg już nie widzi", baluje w pubach i podrywa poganki. Choć w niektórych cywilizowanych krajach stosuje się znieczulenie zwierzęcia przed zabiciem, to jednak zwierzę przeznaczone na mięso "halal" nie może być znieczulone nawet w owych krajach.

Hinduiści są wegetarianami... czasami, między posiłkami. Gdy tylko wyrwą się ze swego otoczenia i wyjadą na tzw. "zachód", zobaczą ten blichtr i, co więcej, posmakują go, szybko zapominają o swych wzniosłych zasadach. Niektórzy pozostają im wierni, ale wielu najczęściej daje się ponieść prądowi. Z pięknych, łagodnych i przyjaźnie nastawionych przemieniają się po jakimś czasie w typowych zachodnich grubasów chorujących na te wsystkie choroby "cywilizacyjne", co Europejczycy i Amerykanie, opijajcych sie coca-colą i obżerajcych się McŚmieciami. Ich dzieci, jeśli w ogóle jeszcze cokolwiek mają wspólnego z religią swych ojców, raz-dwa aklimatyzują się w nowym społeczeństwie, inaczej czułyby się nazbyt obcymi.

Coż, na temat fanatyzmu przystającego ściana w ścianę do arogancji i pustki wewnętrznej, mającej wyraz w przeroście formy i wyglądu zewnętrznego, zawiłych i dziwacznych ceremoniach tudzież przeróżnych religijnych gadżetach, gdzie Boga używa się jako zasłony własnych pożądliwości, możnaby jeszcze snuć długie opowieści. Jednak w Wegelandii najważniejsze jest działanie na rzecz takiej religii, pardon, "drogi życia", której nie trzeba się wstydzić przed żadną z wyżej wymienionych fanatycznych grup, ani też nikim innym. Zatem teraz będzie malutkie światełko w tunelu. Niespodzianka!...

Oto niczym przebiśnieg bądź krokus, zwiastujące nadejście odrodzenia się życia, rozkwita pomimo otaczającego go jeszcze sniegu, tak w tym całym zamęcie zniszczenia i sponiewierania wszelkich możliwych (prawdziwych!) wartości, wyłaniają się ruchy mające na celu ochronę tego, co jest wartością absolutnie najwyższą i to bez względu na deklarowaną przynależność wyznaniową. Wartością tą jest... ŻYCIE. Poniżej kilka skromnych adresów do kilku miejsc w internecie, i nie tylko, zarówno chrześcijańskich, żydowskich, jak i nawet islamskich. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce np. "vegetarianism islam" i proszę, oto co wyskakuje (to tylko adresy z pierwszej strony! Podawajcie je wszystkim waszym znajomym z odpowiednich religii, niech wiedzą, że coś takiego jest na ich własnym podwórku):

 

JUDAIZM:

http://www.jewishveg.com/

http://easyweb.easynet.co.uk/~bmjjhr/jvs.htm

http://www.scandikosherfood.com/Judaism-vegetarianism.htm

http://www.ivu.org/jvs/

http://www.cyber-kitchen.com/rfcj/category.cgi?category=VEGETARIAN

http://members.aol.com/Sauromalus/jewishveg.htm

http://www.all-creatures.org/articles/jvchanukah.html

 

ISLAM:

http://www.islamicconcerns.com/

http://www.ivu.org/news/1-96/muslim.html

http://veg.ca/content/view/280/112/

http://www.godsdirectcontact.com/vegetarian/abc/veg.htm

http://suprememastertelevision.net/trailer_Vegetarian_Islam.htm   - film pro-wege m.in. z polskimi napisami !

http://www.jesusveg.com/6.html

http://www.veda.harekrsna.cz/bhaktiyoga/islamveg.htm

http://www.vegblog.org/archive/2003/10/01/islam-and-vegetarianism/

 

CHRZEŚCIJAŃSTWO:

http://www.all-creatures.org/cva/

http://www.all-creatures.org/cva/essays.htm

http://www.all-creatures.org/cva/honoring.htm   tu jest angielski transkrypt filmu "Szanujmy Boże stworzenie" (patrz: dział "Filmy")

http://www.beliefnet.com/story/126/story_12693_1.html

http://en.wikipedia.org/wiki/Christian_vegetarianism

http://www.acfnewsource.org/religion/christian_vegetarian.html

http://members.aol.com/feloflife/feloflife.html

http://www.compassionatespirit.com/christian-vegetarian-dialog.htm

http://www.ivu.org/history/christian/

http://www.jesusveg.com/index2.html

 

To tylko niewielka część tego co tam jest i niestety nie po polsku. Zapraszam do głębszego kopania w całym tym stosie materiałów! Jeśli ktoś znajdzie coś ciekawego jeszcze w innych językach, zwłaszcza po polsku, to proszę o rychłe przekazanie (patrz: "Kontakt")

 

 

 

 

"Stworzenie czy ewolucja, czyli skąd się tu wzięliśmy?"

Ponieważ niniejszy serwer znajduje sie w dalekim kraju za oceanem, przeto nie używają tam kodowania środkowoeuropejskiego, czego skutkiem są "robale" zamiast niektórych polskich liter, zatem należy zmienić kodowanie strony: u góry po lewej kliknij "Widok" -> Kodowanie -> Europa środkowa (lub środkowoeuropejskie) ISO.

 

Podobnie jak małe dzieci, których świat składa się z zabawek, którymi się bawią i nie zastanawiają się one nad tym, skąd się one wzięły, tak i te duże, dorosłe już dzieci uganiają się za przeróżnymi "ważnymi" sprawami tak, aby nie mieć czasu ani ochoty na zadumę nad swym pochodzeniem. Przychodzi jednak w którymś momencie pora, kiedy to większość zarówno tych małych, jak i tych dużych dzieci chce wiedzieć jak, a nawet po co, się tu znalazły. Oczywiście, ani te małe, ani te duże same na to nie wpadną, chyba, że ktoś im to wyjaśni. Ktokolwiek by to był i cokolwiek by im powiedział, to i tak zarówno te małe, jak i te duże nie są w stanie zweryfikować tego co usłyszą, zatem pozostaje im jedynie uwierzyć lub nie.

Istnieją dwie główne teorie rozpaczliwie usiłujące wyjaśnić jak to się stało, że kiedyś była tylko pustka, a teraz jesteśmy my tutaj, z całym tym naszym "dobytkiem". Pierwsza z nich to kreacjonizm, opowiadająca o ponadczasowym Bogu, który słowem stworzył wszystko to, co istnieje. Ta druga to ewolucjonizm, mówiąca właściwie to samo, z tą różnicą, że z pominięciem Boga, po którym wieką dziurę usiłuje zapełnić wielką ilością czasu. Piszę "to samo", albowiem obie te teorie zmagają się z tym samym wyzwaniem, mianowicie: było wielkie NIC, a teraz jest WSZYSTKO. Jeśli więc ktoś twierdzi, iż kreacjonizm to religia, a ewolucjonizm to nauka, to niestety jest w błędzie, gdyż obie teorie należy przyjąć (bądź odrzucić) przez wiarę. Wspomniany wyżej podział na naukę i religię jest wytworem tych, którzy chcą swoją teorię (czyli ewolucjonizm) wywyższyć nazywając ją "nauką" a tę drugą (czyli kreacjonizm) poniżyć, nazywając ją "religią". Niestety, zarówno jedna, jak i druga to religia, gdyż obie, jak już wcześniej wspomniałem, przyjąć należy przez wiarę. Samo odrzucenie Boga nie czyni danej teorii "naukową". Nie jest naukowym twierdzenie, iż materię można stworzyć bądź unicestwić. To co jest "naukowe" to to, co można udowodnić przez doświadczenie. Tego jednak nie da się uczynić w wypadku teorii ewolucji.

Jeszcze do niedawna nie przeszkadzało mi wierzenie w to, że kiedyś tam nagle NIC, samo z siebie eksplodowało, następnie rozszerzało się z prędkością większą od światła (sic! - to też nienaukowe, bo przecież nauka twierdzi, iż ani materia ani energia nie mogą poruszać się z prędkością większą od prędkości światła) i tak potem owo NIC ostygło i oto... jestem ja tutaj, w łóżku z moim laptopem.

Nie przeszkadzało mi, bo przecież z tym wyrosłem, od przedszkola bezlitośnie bombardowany wiadomościami o ewolucji. Przyjąłem ją więc tak naturalnie i oczywiście, jak dzieci przyjmują religię swych rodziców i dziadków, bez cienia krytyki aż do momentu, kiedy odważą się myśleć samodzielnie. Podobnie więc jak dorastająca młodzież, ciekawa świata, wyrasta już z bajek i chce poznać nie tylko bajki wtłaczane im przez troskliwych rodziców, zdewociałe babcie i nawiedzonych, tłustych księży. Teraz chce poznać rzeczywistość, czy jak kto woli, "prawdę". Tak samo bardzo nieliczni zauważają podobieństwa w systemie urabiania, niczym ciasto, umysłów przez system edukacyjny, niewiele chyba różniący się technikami od systemu religijnego czy "kościelnego". W obu przypadkach bowiem technika jest taka sama: promowanie własnej filozofii poprzez bombardowanie młodego, elastycznego jeszcze umysłu dziecka, które bezkrytycznie chłonie wszystko niczym sucha gąbka. Ciekawe, że tak łatwo przychodzi ludziom wyrastanie z "bajeczek o Panu Jezusie", jak to określił onegdaj mój pewien, w cale zdewociały skąd inąd, znajomy, a równocześnie tak trudno przychodzi wyrośnięcie z bajki o wielkim wybuchu wielkiego "niczego" i powstaniu wszelkiego życia z deszczu padającego na skały. Chyba dzieje się tak dlatego, że odrzucając jedno, automatycznie chwyta się człowiek tego drugiego, czyli opcji alternatywnej. A to błąd, gdyż ani jedna, ani druga skrajność nie jest słuszna.

Ja znalazłem się w dość niefortunnym położeniu, niczym ta biedna lina w konkurencji przeciągania liny przez dwie przeciwne sobie drużyny, bo jednej strony zasypują mnie argumenty ewolucjonistów, a z drugiej - kreacjonistów. Co ciekawe, oboje wydają się mieć rację. No, przynajmniej tak zwane "swoje racje". (Przypomina mi to scenę ze słynnego filmu "Skrzypek na dachu", gdzie Tewje mleczarz podczas jakiegoś sporu przyznaje rację obu adwersarzom, po czym ktoś wyrzuca mu: "Jak to, to ten ma rację i tamten ma rację? Obydwaj nie mogą mieć racji!" Na co Tewje odpowiada: "Tak, ty też masz rację!")

Może więc czas najwyższy by odrzucić argumenty typu "my mamy rację a oni nie", czy "my to oświeceni naukowcy, a oni to procesja Bożego ciała", które wiodą do sporów a niczego nie wyjaśniają i po prostu wysłuchać "racji" obu stron. A ponieważ to, co głosi teoria ewolucji jest większości z nas dość dobrze już znane, to pora teraz na wysłuchanie kontrargumentów ze strony kreacjonistów, z których dowiecie się tego, czego żaden nauczyciel w szkole wam nie powiedział, bo po prostu jemu tego też nie powiedziano, bądź mówić zabroniono. Nie do wiary, jakim praniem mózgu jest to, co z teorią ewolucji jest związanie, na ilu sfałszowanych "dowodach" została ta teoria oparta i jak sam Karol Darwin obraca się w grobie przez to, co z jego skromną hipotezą później zrobiono. Podobno powiedział on, iż jeśli w ciągu najbliższych dwustu lat jego przypuszczenia nie zostana poparte rzetelnymi dowodami naukowymi, należy jego teorię odrzucić. Dowodów takich jak do tej pory nie znaleziono, więc wszystko to, co tę teorię popiera musiało zostać wyprodukowane na zamówienie.

Jak się to stało, czyli ukrywana prawda o teorii ewolucji, przedstawiona jest w wykładach doktora Kent'a Hovind'a, który z kolei reprezentuje tę drugą grupę przeciągającą linę, gdyż jest Baptystą i wierzy w "te drugie bajki", głoszone przez jego religię. Ponadto, jak na wzorowego chrześcijanina przystało, otacza bałwochwalczym kultem to, co jego religia głosi i równocześnie wyciera swe buty o takie wartości jak szacunek do życia zwierząt, czy działania proekologiczne. Jak sam głosi "zjedz rybę - wypluj ości", co ja przetransponowałem na wyrarażenie nie siejące zgorszenia w naszym kochanym kraju, Wegelandii: "zjedz czereśnię - wypluj pestkę". Jest to słuszna porada by, jak to mawiają Polanie, "nie wylewać dziecka z kąpielą", ale wybrać to, co słuszne, zaś to co błędne odrzucić. Choć więc wzdrygałem się chwilami słuchając jego stwierdzeń jakoby Bóg tolerował zabijanie (zwierząt), i choć on sam przedstawia argumenty za wegetarianizmem, a następnie przyznaje, że zwłoki jadać lubi, to jednak informacje, jakie podaje o faktach odnośnie powstawania teorii ewolucji i procesu wtłaczania jej do całego systemu edukacyjnego, a zwłaszcza tego, co zeń wynika (rasizm, faszyzm, holokaust i inne koszmary) daje bynajmniej do zastanowienia się czy nie warto byłoby naszych wiadomości zrewidować i nieco w nich posprzątać. Przedstawia fakty, o których się nie mówi, gdyż są one skrzętnie ukrywane. Opowiada o zawodności technik badawczych i wręcz oczywistych kłamstwach, już dawno zdyskredytowanych przez naukę, a mimo to nadal nauczanych w szkołach i na uczelniach. Materiał, doprawdy, godny polecenia.

Pamietaj: "zjedz czereśnię - wypluj pestkę" !

Materiał do pobrania z:    http://www.drdino.com/downloads.php

Wersja angielska i jak dotąd nic nie wiadomo o polskiej wersji tych wykładów. Kto wie. niech czym prędzej da znać na:   wegelandia@gmail.com